W swoim związku z Hiszpańskim Królestwem miałam także przygodę pod tytułem Erasmus. Wiem, że wielu studentów z Polski wybiera Hiszpanię lub marzy o studiach w niej, ale z pewnych względów boi się wyjazdu… Niepotrzebnie! Spieszę z pomocą tym, którzy jeszcze się wahają i tym, którzy zaczynają trochę poważniej myśleć o wyjeździe.

Na wstępie kilka faktów. Wiem, że tego typu kwestie przewijają się przez Internet. Postaram się nie powielać innych i przedstawić wam subiektywne- w końcu to mój tekst, opinie na temat studiów w Hiszpanii.

Primero- kasa. Kasa, kasa czyli dinero. 

Czy wystarczy mi stypendium? Starczy, jeśli nie szalejecie. Wynajęcie pokoju (do tego jeszcze wrócę później) kosztuje 200€-350€ /miesięcznie (dane na rok 2021 – oczywiście zależy od miasta, dzielnicy i standardu samego mieszkania). Stypendium wynosi około 500€. Co oznacza, że pozostaje wam średnio 200€ miesięcznie. Za taką kwotę jesteście w stanie przeżyć w Hiszpanii na bardzo podstawowym poziomie, tj. zakupy spożywcze w tzw. sieciówkach + gotowanie w domu. Warto nadmienić, że będąc na Erasmusie będziecie potrzebować dostępu do internetu, więc trzeba uwzględnić jego opłaty w kosztach, dodatkowo w większości miast mogą być potrzebne również bilety komunikacji miejskiej. Na koniec warto wspomnieć o wycieczkach, które są nie tylko atrakcją i wypoczynkiem oraz czasem poznawania nowych miejsc i osób, ale i niezwykle istotną częścią erasmusowej przygody. Wiele takich wypraw organizują zrzeszenia studenckie typu ESN, oczywiście są to atrakcje dodatkowo płatne (autokar + bilety wstępu). Na to wszystko potrzebne są środki.

Tutaj rodzi się pytanie- dlaczego więc stypendium jest tak niskie?

Ponieważ, co do zasady, stypendium ma zrekompensować różnicę w kosztach utrzymania: w Polsce, a  w kraju do którego wyjeżdżamy. Obliczając stawki stypendialne wzięto pod uwagę, że Polsce również płacicie rachunki za prąd, wodę, internet i również poruszacie się komunikacją miejską ponosząc za to koszty. Stypendium ma tylko wyrównać tę różnicę. Owszem, w Polsce wiele opłat ponosicie wraz z kimś (współlokatorem, partnerem), ponoszą Wasi rodzice (ponieważ z nimi mieszkacie), albo macie dodatkowe wpływy, ponieważ pracujecie dorywczo w czasie studiów. Za granicą tego nie będzie. Nie będzie ani współlokatorki, ani mamy, ani pracy w weekendy. Jesteście sami i sami musicie ponieść wszystkie miesięczne koszty Waszego utrzymania.

Dlatego też z doświadczenia polecam mieć pewne zaskórniaki. Z samego stypendium utrzymać się będzie Wam bardzo trudno. Ale jest to możliwe. Wszystko zależy jak bardzo skromne życie chcecie wieść. W Hiszpanii bardzo często są promocje pod hasłem „Wszystko za 1€”. Mowa tu o szamponie do włosów, paście do zębów, workach na śmieci czy małym proszku do prania, czyli zwykłych, codziennych, potrzebnych drobnostkach. Oczywiście mówię o produktach marki przede wszystkim danego sklepu. Ale przecież nikomu nie wypadną zęby, od mycia ich pastą marki Alcampo (w Polsce jest to Auchan), a ubrania nie eksplodują w pralce od proszku marki Carrefour?!

Myślę, że tego typu rzeczy dla jednej osoby wystarczą na połowę pobytu, więc koszty nie są duże. Gorzej z jedzeniem. Tu temat jest kwestią indywidualną, bo każdy ma swoje smaki i przygotowuje posiłki z innych składników. Ceny są bardzo różne. Połowa rzeczy jest tańsza niż w Polsce (i smaczniejsza), a połowa droższa (i niesmaczna). Jeśli będziemy żywić się w domowych warunkach, na pewno pieniędzy nam starczy. Jeśli będziemy szaleć po knajpach i odwiedzać kluby co drugą noc… no cóż, nie starczy. Każdy wie, na ile może sobie pozwolić i tak też postępujcie. Rada ode mnie- nie wydawajcie za dużo pieniędzy w pierwszym tygodniu pobytu! Wiem z własnego doświadczenia, że po tygodniu mniej więcej wiadomo już czego NAPRAWDĘ nam potrzeba, gdzie można to kupić i za jaką cenę. Warto chwilę pospacerować, porównać ceny, na spokojnie to przeanalizować.

Segundo- gdzie mieszkać? Alquilo piso, Alquilo habitación!  

Wynajmę mieszkanie, wynajmę pokój. To jest temat rzeka. Ceny zależą bardzo od miasta i dzielnicy. Ze swej strony dodam tylko, że ja wynajmowałam całe mieszkanie, nie pokój. Za pokój wołali 200€-250€. Ja za całe mieszkanie płaciłam 400€. Mieszkaliśmy we dwoje, co dawało nam wynik 200€ na osobę. Mieszkanie było ogromne- 2 łazienki i 4 pokoje plus kuchnia i garaż poziemny. Od razu uznaliśmy, że wynajmujący studentom pokoje zdzierają z nich skórę (pokoje są małe, łazienki i kuchnie wspólne. W takim mieszkaniu jest po 5-8 pokoi, co czyni zeń prawie hostel… no nie, to nie dla nas! Dlatego z całego serca polecam znalezienie mieszkania i wynajęcie go z kimś znajomym z Polski lub z kimś poznanym na miejscu. To jest OGROMNA oszczędność.

Jeśli chodzi o wyszukiwanie mieszkania polecam:

https://www.yaencontre.com

https://www.idealista.com

http://www.pisos.com

oczywiście wszędzie wybieramy alquilar, czyli wynajem.

Warto wziąć pod uwagę, że Hiszpanie nie są zbyt Internetowi i często nie odpisują na emaile. Co ważniejsze, jeśli macie skrzynkę pocztową u polskiego operatora np. Wp.pl czy Onet.pl z odpowiedzią może być jeszcze ciężej (nie wspominając o możliwości trafienia do SPAMU). Ja maile zwrotne otrzymałam dopiero, gdy korzystałam z gmail.com czy z hiszpańskiego gmx.es.

Rada od nas: używajcie WhatsApp – ten komunikator jest bardzo popularny w Hiszpanii i za jego pośrednictwem na pewno otrzymacie odpowiedź o szczegółach interesującego Was mieszkania.

Tercero- ¿Hablas español?

Uwielbiam tę kwestię. Gdy odpalam FB i widzę wpisy Polaków, którym znudziła się Anglia, Irlandia, Holandia czy inna ‘andia’ i tako rzecze zalana deszczem polonia: „Hooola kochani, planuję przeprowadzkę z ‘andi’ do Hiszpanii. Mam dość chmur, deszczu no i ten Brexit… Jakie miasto w Hiszpanii polecacie? Gdzie NAJSZYBCIEJ znajdę pracę? Nie mówię po hiszpańsku ale angielski znam tak dobrze, że ogrywam Anglików na olimpiach gramatycznych.. bla bla bla…

Wtedy wiem, że czas na popcorn, bo gównoburza w komentarzach gwarantowana :D.

LUDZIE! Nie da się żyć w Hiszpanii nie znając Hiszpańskiego. Nie mówię, że trzeba mieć od razu poziom C2. Ale miejcie chociaż A2. Czyli poziom gdzie zna się kilkaset słów i potrafi się powiedzieć, gdzie się było, czego się chce i co się stało. Oczywiście – pojedziesz bez języka- nikt Cię tam nie zabije i nie zje na kolacje. Pewnie na migi coś kupisz i wynajmiesz z translatorem jakiś pokój … ale to chyba nie o to w tym chodzi, żeby tam wegetować i nie zrozumieć kompletnie niczego, nawet że sklep jest cerrado i nerwowo szarpać za klamkę, bo przecież jest 14 i sklep powinien być abierto! Ah, zaraz jest siesta… no tak, gdybym nie był ignorantem to bym to wiedział…

No cóż, nie chodzi tu o obrażenie nikogo, wszak jestem Polką tak samo jak Wy. Też w Hiszpanii jestem extranjera i także muszę się dostosować. Chodzi raczej o zwrócenie Wam uwagi, że polski etnocentryzm szkodzi za granicą. A z angielskim możecie sobie jechać na Ibizę i do Benidorm. Bardzo nie lubię generalizacji, więc podkreślam jeszcze raz- na pewno są osoby nie znające hiszpańskiego i pracujące gdzieś w turystyce, może na wspomnianej Ibizie, może jako tutorzy turystyczni, może na zmywaku.. nie wiem, nie wnikam. Ja piszę do osób, które chcą przyjechać do Hiszpanii i w miarę normalnie w niej funkcjonować. JAK NAJWIĘCEJ z tej podróży wyciągnąć dla siebie tj. podnieść swój poziom językowy, poznać kulturę, odwiedzić muzea, zrozumieć historię, mieć poczucie, że MIESZKALIŚMY W HISZPANII, a nie w miasteczku/ dzielnicy opanowanej przez ludzi mówiących po angielsku (są takie). Wy musicie hiszpańskiego liznąć. Prawdopodobieństwo, że babeczka pracująca na poczcie, na której macie odebrać list zna angielski, jest zerowe. Przykro mi. Więc jeśli nie chcecie być dalej angielskojęzycznymi ignorantami z Polski, trochę hiszpańskiego się pouczcie. Język nie jest trudny, a ludzie mili i otwarci. Ale aby coś dostać, trzeba coś od siebie dać.

A teraz jak już przelałam swoje żale, wracamy do Erasmusa w Hiszpanii! ?

Sprawa jest właściwie taka sama, z tym, że są Erasmusi, którzy chcą żyć tylko we własnym sosie, czyli z innymi Erasmusami angielskojęzycznymi. Do tych osób nic nie mam. Jeśli chcesz przyjechać do Hiszpanii, ale nie chcesz jej poznać, nie chcesz poznać hiszpańskiego i nie dajesz się porwać tej przygodzie, tylko mieszkasz z innymi zagranicznymi studentami. Wszyscy razem imprezujecie i świetnie się dogadujecie po angielsku- ok. Twój wybór. Pamiętaj jednak, że na uczelni może nie być tak kolorowo! Oferta przedmiotów w języku angielskim w Hiszpanii jest bardzo mała, a nierzadko po przyjeździe okazuje się, że wybrany przedmiot, choć miał być po angielsku, wcale w tym języku prowadzony nie jest. Proponuję wysyłając swój LA do koordynatora hiszpańskiej uczelni, napisać w emailu, że zależy Wam na przedmiotach w języku angielskim, że prosicie o informacje/pomoc jeśli któryś z wybranych przedmiotów po angielsku jednak nie będzie.

Quarto- Komunikacja publiczna

W temacie komunikacji publicznej mogę powiedzieć jedynie dwie rzeczy: wsiadamy pierwszymi drzwiami przy kierowcy (dalsze służą jedynie do wysiadania) i posiadając bilet okresowy (np. miesięczną migawkę) nie wystarczy mieć go przy sobie jak w Polsce. Trzeba go za każdym razem kliknąć (skasować). Te same zasady obowiązują w Portugalii. Ja do Hiszpanii podróżuje jedynie samochodem i co za tym idzie po niej również jeżdżę jedynie autem, więc nie mam żadnych doświadczeń (prócz jednorazowych z Portugalii) z komunikacją publiczną. Ale jeżeli będziecie studiować w dużym mieście, to komunikacja miejska oczywiście jest i są również zniżki studenckie na bilety. Wszystkich szczegółów musicie dowiedzieć się na miejscu. 

Quinto- Gdzie wyjechać?

Docelowe miejsce wyjazdu zależy oczywiście od uczelni. Wchodzimy w zakładkę współpracy zagranicznej/wymiany studenckiej na stronie uczelni, na której studiujemy i wyszukujemy listę partnerów wymiany studenckiej. Do najczęściej wybieranych miast należą: Barcelona, Walencja, Madryt, Granada. UWAGA! Sprawdźcie dokładnie GDZIE macie zajęcia z danego kierunku. To, że wyjeżdżacie na Universidad de Cádiz, wcale nie oznacza, że będziecie studiować w tym mieście. Kampusy ulokowane są w pobliskim miastach: Jerez, Puerto Real, Algeciras. Taka sama sytuacja spotka np. studentów Universidad de Castilla-La Mancha. Studiować w zależności od kierunku można w: Albacete, Ciudad Real, Cuenca, Toledo.

Sexto- Zabieram kąpielówki i kilka t-shirtów. Przecież to ciepły kraj…

Ależ, ależ.. chwileczkę, kto Wam takich bzdur naopowiadał? W Hiszpanii owszem, jest cieplej, niż w Polsce i klimat jest inny, co jest od razu wyczuwalne, ale tam nie ma upałów non stop! Nawet jadąc do gorącej Andaluzji, w porze ‘zimowej’ czyli styczniu-marcu można zmarznąć, gdy nie ma się ogrzewania w mieszkaniu. A co z resztą kraju? Zimą w Hiszpanii może być około 5-8 stopni (w wyższych rejonach, górskich zimą pada śnieg). Ja mieszkałam m.in. rok na północy kraju. Temperatura zimą opiewała na 12 stopni w dzień i 5 stopni w nocy. W Andaluzji w dzień bywało trochę cieplej; 15 stopni i w nocy temperatura spadała do 8. Warto wcześniej sprawdzić w Internecie historię temperatur dla danego regionu. Wynajmując mieszkanie/pokój szukajcie jedynie tego z ogrzewaniem– dobrze Wam radzę! W Hiszpanii naprawdę można porządnie zmarznąć w mieszkaniu. Oczywiście nie przesadzajmy- nigdy nie korzystałam z zimowej kurtki czy rękawiczek, ale stereotypy o wiecznym lecie i upałach zimą od razu możecie włożyć między bajki.

Podsumowując powinniście teraz znać liczebniki porządkowe od 1 do 6 i wiedzieć jak jest otwarty i zamknięty po hiszpańsku ? A tak poważnie, Erasmus w Hiszpanii to przygoda życia. Nie wahajcie się ani minuty. Każda chwila w Hiszpanii to coś ekscytującego.

Pamiętajcie tylko te 3 zasady:

– sprawdź na którym kampusie masz zajęcia

– wynajmij mieszkanie z ogrzewaniem 

– poznaj hiszpański przynajmniej na A1

Ahoj! 

Ja byłam rok na prawdziwym erasmusie; na Universida de Oviedo, oraz spędziłam pół roku związana z Universidad de Granada w ramach Estudios de las Mujeres.

A dokąd Wy się wybieracie? Koniecznie dajcie znać w komentarzu!